[34] Wegańskie serce

Ja wiem. Za taką absencję wyrzucają ze szkół i zwalniają z obowiązku. Mea culpa! Wszelkie żale i niezbite dowody przyjmuję honorowo, bez mrugnięcia. Niech jednak rzuci kamieniem ten, który nigdy nie zniknął z horyzontu i nie wyszedł po zbędne zapałki. A ja nie dość, że musiałem, to jeszcze miałem dokąd. Bo jest na ziemi takie miejsce, gdzie wielkomiejskość opuszcza się z niekłamaną radością. 

Jak tu przed Wami wiszę, zapewniam, że czasu nie zmarnowałem. Jestem bogatszy o to nowe miejsce, i o ten czas. W liczbach też imponująco: kilometry kojącej zieleni, tuziny spokojnie przespanych nocy i 46 przeczytanych, od dawna zaległych, książek. Porozwiązywałem wreszcie wszystkie zaprzeszłe niejasności, a dystans i krwioobieg napełniłem, nad wyraz, przejrzystym powietrzem. Dowiedziałem się też, że szerszeni nie należy się bać, i że ciecierzyca smakuje świadomym wyborem, przemyślaną miłością. Wiem już też, że prawdziwi poeci potrafią rozpalać z rozmachem zimowe ognisko. Nie zmarzłem. 

Pomijając więc folderowe opisy, 5-gwiazdkowe rankingi i zachwyty przypadkowych turystów, temu miejscu robię w sobie idealną widokówkę, a Gospodarzom podziękowania ślę prosto w harmonijne, wegańskie serce. 

Tak! Zdarza mi się zapamiętywać w sobie dobre miejsca, tak samo silnie jak płochliwe miłości.

IMG_0987.jpg