[30] 2016

No dobra. W świętowaniu to ja się potrafię zatopić jak nikt inny. I tak cały tą radością przesiąknąć, że aż muszę sobie potem morale wyżymać i suszyć jak lniane porcięta na solidnym wietrze. Nie przeczę. Czasem przeciągam nadmiernie.

Od zawsze byłem przecież pierwszoligowcem, mistrzem świata w przepadaniu. Przepadam więc sobie, to tu, to tam, czasem na dłużej niż wypada i niż w regulaminie przyjęte. Poza tym: za wdziękami, za drobną przyjemnością, czasem jak kamfora albo mały kamyk w wodę; jak stary rok w nietrwałej pamięci. 

Na 2016 kalendarze mam dwa. Oba fajne i oba dość duże, by pomieścić. Będę teraz w nich sobie mnożyć godziny i dublować sekundy, tak by mi starczyło na każdą treść i całą niepotrzebną resztę. Porozciągam czas do samiutkich krawędzi, by najlepiej jak potrafię skorzystać, przeżyć wreszcie tak jak należy, razy dwa, a jak się uda to nawet i dwieście.

Czego sobie i Wam na ten nowy, kolejny początek. Na tegoroczną kolędę.