[25] Czapeczka

Otóż, bywam rzewny i kaloryczny. I pewnie dlatego mam niebywały talent do skręcania w te uliczki, w których czają się na mnie miłosne historie. Zazwyczaj zaczynam je klasycznie, po bożemu; często jednak kończę w najsmutniejszym z gatunków. Różnie bywa.

Jakoś w ostatnią sobotę o szesnastej z kawałkiem byłem na amorach z Dziewczyną o dzikim apetycie i najsłodszych oczach w całym mieście. Gdy wyczytaliśmy już z siebie wszystkie dostępne opowieści i przerobiliśmy cały grzeszny alfabet, Dziewczyna uciekła zostawiając na stole pusty talerz i wełnianą czapeczkę. 

W moich rewirach jednak miłość nie trzyma często schematu i bez uprzedzenia opuszcza kanon; dlatego siedzę tu teraz zupełnie sam i szukam Jej, w tym pozostawionym skrawku (pachnącego wanilią) materiału; wciąż narcystycznie wierząc, że ten sernik, który tak bardzo chciała zjeść tamtego dnia, nie był Jej prawdziwym romansem, a jedynie pretekstem, by spotkać się ze mną bliżej Raju.