[24] Upadek

Jeżdżę nałogowo! A sztukę właściwego upadania uprawiam od wielu dobrych lat. Z różnym skutkiem. W czasie pomiędzy zaliczyłem niemal wszystko: połamane kończyny, wykrzywione morale, zdarte do krwi łokcie. Bywało różnie. Miłość do hardych zdarzeń odziedziczyłem po zakazanych lekturach. Temperament najprawdopodobniej po ojcu. Obie kwestie są we mnie nie do zdarcia.

Początki brałem na szybko, z rozpędu. To były czasy pierwszych emisji MTV, gumy turbo i stroboskopowych teledysków, w których dziewczęta gięły się jak wiotkie gałęzie. Było na co popatrzeć. Obok tej, która jako pierwsza pokazała mi, że czas naprawdę może stanąć w miejscu, ta miłość była niewątpliwie największa. Nadal czytam moją pasję od deski do deski i nigdy nie upadam zbyt nisko.