[19] Nowy Ja

Zmiany z definicji i aury mają tak, że nawet jak są złe to i tak dobre; bo skutecznie rozrzedzają tłum, wypychają przed. Ta cisza ostatnio to był urlop na żądanie. Z przymusu, bo przywlokło mnie do ściany, bo przydusiło jesiennie, a poza tym angina. Z kilkunastu powodów, które mógłbym tu teraz wyiskać, żeby uczciwie się wytłumaczyć, żaden nie jest na tyle dobry byście mogli w niego spokojnie uwierzyć. Nie było mnie przez tych kilka liści z kalendarza, bo nie. Niech wystarczy. Teraz jest już dobrze. Poskładany w nową całość balansuje sobie na bazie zdań prostych, nie komplikuje. Zobaczycie wreszcie, jak ostry w moich marginesach czai(ł) się drań. Dni nadal zaczynają się od wschodu, kończą na zachodzie, jak dawniej. Tu bez zmian. W zamian, z zawiązanymi oczami wiem już, po której stronie mnie jest poligon, a po której bije mi głośno serce. Stuk, puk, stuk, puk. Uwaga! Wchodzę!