[16] Panny poranne

Poniedziałek. Raczej mroźnie. Nie ma nawet dziesiątej. Wszedłem od rana na drabinę i patrzę głodny na miasto. Ależ mkniecie. Spóźnione, niewyspane, myślami jeszcze z piątku. Coś pięknego. I te kolory, jak z indyjskiego targu: burgundy, karminy burany, herbaciany palisander. I te warstwy: botki, saszki i kominy, płaszcze, etole, jesionki. Bez 12 liter: czy ubrane na cebulkę, czy rozebrane, jak do rosołu: prężąc mięsiste ramiona wyznaję Wam: Jesteście Boskie. Mrauuu!*

* Można dziękować.